Siedziałam skulona na zimnym parapecie przy oknie z którego widok był piękny bo była to panorama Londynu znad której wystawało lekko pomarańczowe dziś słońce. Kątem oka spoglądałam na przyjaciół siedzących w różnych częściach mojej sypialni. Wszyscy wpatrywali się we mnie z lekkim niedowierzaniem.
Po kilku minutach ciszy jako pierwszy odezwał się Darren:
-Dziewczyno, co się z tobą stało? Nie poznaje już tej samej spragnionej koki Rose. Śpiewanie jest dla ciebie ważniejsze niż przyjaciele?!-umięśniony chłopak wstał z łóżka i stanął przede mną.-Już ci na mnie nie zależy prawda?-uderzył z całej siły pięścią o parapet na którym siedziałam. Zdążyłam przyzwyczaić się do jego napadów agresji. Darren od kiedy pamiętam miał kłopoty z zachowaniem spokoju w pewnych sytuacjach, co nasilało się kiedy byłam w okolicy. Wnioskuje że to dlatego ponieważ nie jestem jak reszta dziewczyn z którymi się zadaje, czuł coś do mnie i nie znosił faktu że nie potrafię z nim być.-Odpowiedz! Śnieżka odpowiedz dlaczego się tak zachowujesz, bo ja nie mam ochoty bawić się w zagadki. Na prawdę już nic dla ciebie nie znaczymy? Nie znaczę?
-Ty tak mówisz, a nie ja.-powiedziałam spokojnym głosem, unikając jego wzroku który śledził mój każdy ruch.-Chodzi o to że ja już nie chce ćpać aż stracę przytomność. Narkotyki niszczą nas od środka i nie udawajmy że nas to kręci bo prawda jest zupełnie inna.
-Ona ma racje.-z drugiego końca pomieszczenia westchnęła Amelia.-to męczy nasze organizmy i to ty jesteś najbardziej uzależniony Darren więc nie zachowuj się jakby nie było problemu.
-Jakoś wcześniej żadna z was nie narzekała. Nie ma w was chociaż odrobiny wsparcia. A ty pamiętaj że jesteśmy w tym razem i tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz.-Darren odwrócił się w moją stronę i z całej siły złapał mnie za nadgarstek co wywołało u mnie lekki dreszcz. Spojrzałam na niego z żalem w oczach, a jego wyraz twarzy zmienił się momentalnie w pełen winy.-Rosie, przepraszam. Nie wiem co się ze mną dzieje, ja nie chce ciebie stracić, a boje się że tak się stanie. Zdaje sobie sprawę że nie chcecie źle.-przytulił mnie swoimi umięśnionymi ramionami. Moje uczucia przy nim tworzą mieszankę. Darren był najbardziej chamskim dupkiem jakiego znałam ale coś sprawiało że czułam do niego pociąg.
-Wspierajmy się to może z tego wyjdziemy.-optymistycznym głosem odezwała się ponownie Amelia.
Obie wzięłyśmy po raz pierwszy tego samego dnia, to ja ją do tego namówiłam, obiecałam że na jednym razie się skończy ale to nie była prawda. Teraz w pewnym sensie czuje się winna i odpowiedzialna za nią.
-Mam już dość waszej gadki! Chodźmy do naszego miejsca! Nie brałam od tygodnia.-warknęła Cerys, ta laska zawsze miała zły humor, w jej przypadku narkotyk od którego jest uzależniona wcale nie zmieniał jej wyglądu, humoru czy zachowania. Jej ciało po prostu potrzebowało go by funkcjonować ''normalnie''.
-Cerys ma racje! Z chęcią odleciałbym od tego pojebanego świata.-poparł ją Amar który od kiedy go znam, był pesymistycznie nastawiony do wszystkiego.
Nasze miejsce jak powiedziała Cerys to opuszczony dom który odkryliśmy rok temu podczas uciekania przed policją. Od tamtego czasu spędzamy tam dużo czasu.Tam Amar ukrywa wszystkie nasze narkotyki.
Po siedmiu minutach staliśmy już na zimnej betonowej posadce opuszczonego budynku. Razem z Amelią trzymałyśmy się z tyłu za resztą. Ciemnoskóry chłopak schylił się nad białymi i zniszczonymi meblami by wyciągnąć z nich część zapasów które tam trzymał. Amfetamina dla Darrena i Cerys, trawka dla Amara i Amelii i kokaina dla mnie. 20latek rozdawał wszystko po kolei zatrzymawszy się na Amelce która cicho protestowała. Wiedziałam że nie chce, ale wyglądała na słabą i jedyne lekarstwo w tym momencie było dużą ilością zioła.
Dziewczyna wpatrywała się we mnie zagubiona, czekając na jakąkolwiek reakcje. Można powiedzieć że robiła co jej powiem, po prostu ufała mi bezgranicznie.
-Amelia to twoja decyzja, ale wiedz że znikasz powoli w oczach.-uśmiechnęłam się sucho. Gnębi mnie że niszczę życie nie tylko sobie ale komuś na kim zależało mi najbardziej. Dziewczyna cały czas czeka na wsparcie którego ode mnie nie otrzymuje. To boli kiedy rozczarowywanie kogoś nie ma końca, ale Amelia jest wyrozumiałą dziewczyną z wielkim sercem która jest w stanie wybaczyć mi wszystkie błędy.
Jak zwykle wzięłam swoją blaszkę, na której wysypałam śnieżno biały proszek. Przez chwilę patrzyłam na niego i zadałam sobie te samo pytanie: Czy na pewno chce to wziąć? Z myślenia wyrwał mnie głos Amara.
-Bierzesz czy się modlisz?-zaśmiał się kpiąco.
-Pierdol się...-syknęłam i pochyliłam się nad blaszką. W tym samym momencie Darren zagarnął mi włosy do tyłu by nie przeszkadzały mi w tym co właśnie miałam zrobić.
Po wzięciu głębokiego wdechu koka powędrowała do nosa a następnie rozniosła się po moim organizmie. Nie mogę powiedzieć że nie przyniosło mi to ulgi, bo bym skłamała, ale prawdą jest to że to już wcale nie sprawiało mi przyjemności tylko ból.
Na twarzy Amelii malowało się cierpienie. Tak bardzo czułam się bezradna. Żeby pomóc jej, musiałam najpierw zrobić porządek z sobą, ale to nie było takie łatwe jak mogło się wydawać.
Z kieszeni wyciągnęłam pudełko mocnych papierosów i zapalniczkę która przypaliłam jednego papierosa. Zaciągnęłam się i rozglądnęłam po pustym praktycznie salonie. Tak bardzo chciałam żeby moje życie się zmieniło. Moje myśli tworzyły coś podobnego do wojny. Kiedy tylko udało mi się przymknąć oczy, przypomniałam sobie że dziś dzień wolności, bo tak nazywałam piątki kiedy miałam szanse robić coś co sprawiało mi najwięcej przyjemności.
W pośpiechu wstałam ze starej, beżowej kanapy i otrzepałam niebieskie rurki które miałam na sobie. Szybkim krokiem udałam się w stronę okna którym zawsze tu wchodziliśmy i wychodziliśmy.
-Ej Śnieżka gdzie ty się wybierasz?-zawołał Amar.
-Dziś jest piątek.
-No nie gadaj, ze idziesz śpiewać!-zadrwił ze mnie-Nasza Śnieżka jest jak 10-letnia księżniczka! Będzie śpiewała dla jakiś sztywniaków!
-Amar, zamknij się do cholery!-warknęłam na niego głośno.
-Ej Śnieżka gdzie ty się wybierasz?-zawołał Amar.
-Dziś jest piątek.
-No nie gadaj, ze idziesz śpiewać!-zadrwił ze mnie-Nasza Śnieżka jest jak 10-letnia księżniczka! Będzie śpiewała dla jakiś sztywniaków!
-Amar, zamknij się do cholery!-warknęłam na niego głośno.
-To ty zamilcz, Amar ma racje. Wolisz śpiewanie dla snobów od nas?-przejęła kontrolę farbowana blondynka, która siedziała mu na kolanach. Ta dziewczyna faktycznie nie ma szacunku do samej siebie, codziennie można było spotkać ją z innym chłopakiem. A jej relacje z nimi nie kończyły się wcale na przyjaźni.
-Ja lubię to robić jasne? Z resztą fajnie sobie na coś zapracować.
-Daj spokój! Rodzice dają ci wystarczająco dużo kasy, więc możesz kupować prochy!
-Dobra! Nie mam się z czego tłumaczyć. Widzimy się kiedyś tam kiedy się spotkamy.
-Jesteś beznadzieja!
-Uspokój się Cerys. Skoro Śnieżka chce iść to niech idzie. My jej tego nie zabronimy. Jeden wieczór was nas nie zbawi.-rozluźniła sytuacje Amelia.
-Ale...
-Dziewczyno nie narzekaj. Rose biegnij i zaskocz tych ''snobów'' swoim głosem.
Rzuciłam im jedynie pół uśmiech i wyszłam z budynku. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę wysokich budynków i już po chwili byłam pod wysokim apartamentowcem w którym mieszkałam.
-Ja lubię to robić jasne? Z resztą fajnie sobie na coś zapracować.
-Daj spokój! Rodzice dają ci wystarczająco dużo kasy, więc możesz kupować prochy!
-Dobra! Nie mam się z czego tłumaczyć. Widzimy się kiedyś tam kiedy się spotkamy.
-Jesteś beznadzieja!
-Uspokój się Cerys. Skoro Śnieżka chce iść to niech idzie. My jej tego nie zabronimy. Jeden wieczór was nas nie zbawi.-rozluźniła sytuacje Amelia.
-Ale...
-Dziewczyno nie narzekaj. Rose biegnij i zaskocz tych ''snobów'' swoim głosem.
Rzuciłam im jedynie pół uśmiech i wyszłam z budynku. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę wysokich budynków i już po chwili byłam pod wysokim apartamentowcem w którym mieszkałam.
Przebrana już stałam przed lustrem z eyelinerem w dłoni. Ostatnia kreska i gotowe. Miałam pięć minut żeby dostać się do restauracji, dlatego nie tracąc czasu wybiegłam z mieszkania zamykając za sobą drzwi na klucz. Pod blokiem, na ciemnych i szerokich schodach z siedziało kilka nastolatków których coraz lepiej zaczynałam kojarzyć. Nie zwracając uwagi na chłopców zbiegłam w wysokich butach po betonowych schodach i przeszłam przez ulice, a po chwili już szłam po wąskiej ścieżce starego parku, na którą padały jasne promienie słońca, przebijające się przez korony drzew. Na środku parku znajdowała się elegancka restauracja w której kierunku podążałam.
Po kilku minutach stałam już przed jej wejściem.
Był to popularny lokal więc było tam sporo ludzi. Podeszłam do szefa i oznajmiłam że już jestem.
Mężczyzna lekko po 40stce poprosił żebym poszła poćwiczyć do pomieszczenia gdzie pracownicy 'HopeSpring' zawsze się przebierali.
Po paru minutach wyszłam na małą, przytulną scene na której czekał już Derek z gitarą i David przy pianinie. Światła przyciemniły się żeby dodać klimatu całemu pomieszczeniu, ja usiadłam na wysokim stołku przy mikrofonie, swoją butelke wody położyłam na kolanach i zaczęłam mówić.
-Widzę tu dużo znajomych twarzy, w końcu nie ma się co dziwić, jedzenie jest tu na prawdę wspaniałe. Tak czy inaczej, stali goście wiedzą kim jestem, ale dla nowych tu osób chciałam powiedzieć że nazywam się Rose, mam 19 lat i bywam to co piątek wieczór. Żeby już nie zanudzać, miłej kolacji i mam nadzieje ze większość z was zechce tu jeszcze kiedyś wrócić.-Spojrzałam się ślepo na ludzi spoglądających w moją srronę, wzięłam głęboki oddech i kiwnęłam głową do Dereka, by zaczął grać. To że byłam pod wpływem narkotyków nie niszczyło mojego stanu kiedy śpiewałam, przeciwnie, dodawało mojemu głosowi więcej uroku.
-To była właściwie ostatnia piosenka na dziś, mam nadzieje że nikomu z was nie zwiędły uszy i słuchanie mnie było dla was przyjemnością. W imieniu swoim, Dereka i Davida dziękujemy państwu.-powiedziałam lekko melancholijnym głosem kiedy melodia do Love is a Losing Game skończyła się, a większość jedzenia z talerzy gości poznikało.
-To była właściwie ostatnia piosenka na dziś, mam nadzieje że nikomu z was nie zwiędły uszy i słuchanie mnie było dla was przyjemnością. W imieniu swoim, Dereka i Davida dziękujemy państwu.-powiedziałam lekko melancholijnym głosem kiedy melodia do Love is a Losing Game skończyła się, a większość jedzenia z talerzy gości poznikało.
Zeszłam ze sceny i skierowałam się do lady po jakiegoś drinka. Zdaje sobie sprawę, że
nie można mieszać prochów z alkoholem, ale byłam spragniona, a w dodatku zmęczona. Zresztą bądźmy szczerzy-mały, słaby drink mnie nie zabije.
-Jakiegoś słabego drinka, nie znam się na alkoholu.-wymamrotałam do kelnera, który od razu zabrał się do roboty.
Wypiłam go za jednym wdechem.
-No proszę, widzę, że pani śpiewaczka lubi pić.-podszedł do mnie wysoki ciemnowłosy brunet z lekkim zarostem. Nic nie mówiąc odwróciłam się do niego tyłem.-Boisz się obcych czy jak?
-A no może nie lubię rozmawiać.
-Szkoda, ale jednak porozmawiasz.
-Epidemia? Mam już stanowczo dość takich pewnych siebie typków jak ty. Kolejny myśli że jest królem.-jęknęłam odwracając się w jego strone.
-Królem nie, ale gwiazdą tak.-uśmiechał się, a ja dopiero wtedy spostrzegłam, ze skądś go znam.-Jestem Zayn i bardzo miło mi cie poznać
-Aaa, no zobacz faktycznie. Ty to ten z one jakoś coś...
-Na przykład One Direction?
-Ta, właśnie to powiedziałam. Więc proszę czego taki chłopak jak ty może ode mnie chcieć?
-Masz świetny głos. Taki jakby normalny a za razem inny niż pozostałe, rozumiesz prawda? Taki niespotykalny, inny niż wszystkie. Chciałem tylko pogadać.
-Powinnam powiedzieć coś miłego o tobie, ale od tego masz już fanki.-prychnęłam w jego stronę. W czasie kiedy jestem na haju, ciężko było utrzymać mi odpowiedni poziom i najczęściej robię się chamska.
-Jakoś mnie nie uraziłaś.
-Jakiegoś słabego drinka, nie znam się na alkoholu.-wymamrotałam do kelnera, który od razu zabrał się do roboty.
Wypiłam go za jednym wdechem.
-No proszę, widzę, że pani śpiewaczka lubi pić.-podszedł do mnie wysoki ciemnowłosy brunet z lekkim zarostem. Nic nie mówiąc odwróciłam się do niego tyłem.-Boisz się obcych czy jak?
-A no może nie lubię rozmawiać.
-Szkoda, ale jednak porozmawiasz.
-Epidemia? Mam już stanowczo dość takich pewnych siebie typków jak ty. Kolejny myśli że jest królem.-jęknęłam odwracając się w jego strone.
-Królem nie, ale gwiazdą tak.-uśmiechał się, a ja dopiero wtedy spostrzegłam, ze skądś go znam.-Jestem Zayn i bardzo miło mi cie poznać
-Aaa, no zobacz faktycznie. Ty to ten z one jakoś coś...
-Na przykład One Direction?
-Ta, właśnie to powiedziałam. Więc proszę czego taki chłopak jak ty może ode mnie chcieć?
-Masz świetny głos. Taki jakby normalny a za razem inny niż pozostałe, rozumiesz prawda? Taki niespotykalny, inny niż wszystkie. Chciałem tylko pogadać.
-Powinnam powiedzieć coś miłego o tobie, ale od tego masz już fanki.-prychnęłam w jego stronę. W czasie kiedy jestem na haju, ciężko było utrzymać mi odpowiedni poziom i najczęściej robię się chamska.
-Jakoś mnie nie uraziłaś.
-Wcale nie miałam zamiaru.
-No nie ważne. Nie myślałaś nad czymś większym? Coś co doprowadziłoby cię do sukcesu?
-Nie do końca rozumiem do czego dążysz.-powiedziałam z nutką sarkazmu lecz ciekawością.
-Nie do końca rozumiem do czego dążysz.-powiedziałam z nutką sarkazmu lecz ciekawością.
-Chciałabyś z nami pracować? Mógłbym to dla ciebie załatwić bez problemu.
-Jako sprzątaczka?-zaśmiałam się bo ta propozycja wydała mi się co najmniej śmieszna.
-Jako sprzątaczka?-zaśmiałam się bo ta propozycja wydała mi się co najmniej śmieszna.
-Nie dość że ładna to jeszcze zabawna. Ale nie, zaśpiewałabyś z nami kilka piosenek, może nagrała cover i tak byś mogła się wybić. I my byśmy na tym zyskali i ty. Boom, sława.
-Chwila ziomek. Ta sytuacja jest żałosna. Zacznijmy od tego że takie decyzje podejmują wasi menagerowie, a ty zwyczajnie podchodzisz do mnie znając jedynie moje imię i wiek, po czym proponujesz współprace ze słynnym One Di...no tym!
-One Direction. Mniej więcej, tak można powiedzieć.
-Nie ważne! więc współpraca, a później wybicie się?
-Tak. Dokładnie, jednak zrozumiałaś. Przecież robię to dla ciebie.
-Chwila ziomek. Ta sytuacja jest żałosna. Zacznijmy od tego że takie decyzje podejmują wasi menagerowie, a ty zwyczajnie podchodzisz do mnie znając jedynie moje imię i wiek, po czym proponujesz współprace ze słynnym One Di...no tym!
-One Direction. Mniej więcej, tak można powiedzieć.
-Nie ważne! więc współpraca, a później wybicie się?
-Tak. Dokładnie, jednak zrozumiałaś. Przecież robię to dla ciebie.
-Rose? Przepraszam, szukałem cie. Chodź do mojego gabinetu kiedy skończysz, mam sprawę!-Przerwał nam właściciel restauracji. Nie zdążyłam mu na to opowiedzieć bo zniknął w tłumie.
-No właśnie Rose...Hmmm.-mulat wpatrywał się we mnie jak w coś co wywoływało u niego podziw.
-Jeszcze mi powiesz że potrafisz myśleć.-Zaśmiałam się drwiąco, zaczynając już drugiego drinka.
-To takie słodkie i urocze imię, ale jego właścicielka to zupełne przeciwieństwo.-pokiwał głową. Miał całkowitą racje, wyglądem niczym nie przypominałam okropnej ćpunki którą byłam. Mój ubiór też był nienaganny, więc mój charakter potrafił zaskoczyć nie jedną osobę.
-Życie mnie do tego zmusiło Zayn, musze sobie jakoś radzić. A dobroć w niczym nie pomaga.
-Masz całkowitą racje, ale co ja o tym wiem. Tak czy inaczej, jeśli zmienisz zdanie to daj mi znać, będę cierpliwie czekać.-Uśmiechnął się jak robią to zazwyczaj ci niegrzeczni chłopcy, którego też przypominał.
-Jak mam dać ci znać, skoro nie zostawiłeś numeru telefonu? Ugh!-ryknęłam sama do sobie, bo chłopak był już przy drzwiach wyjściowych.
Wpatrywałam się w lustrzane drzwi aż postać chłopaka za nimi znikneła. Głośno wypuściłam powietrze z czerwonych od szminki ust i ruszyłam do gabinetu właściciela restauracji, który zaproponował mi żebym śpiewała dla gości nie tylko w piątki ale całe weekendy. Jak stwierdził, moje covery umilały ludziom czas bardziej niż z głośników miałyby lecieć piosenki. Postanowienie decyzji nie zajęło mi dłużej niż kilkanaście sekund. Śpiew dla kogoś był jak drzwi przez które mogłam uciec do zupełnie innego, szczęśliwego miejsca. W środku nadal byłam małą dziewczynką która potrzebowała chwil dla siebie bez względu co myśli o tym jej towarzystwo. Prawda jest taka że kiedyś i tak będziemy musieli się rozstać. Po rozmowie z mężczyzną, wolnym krokiem wróciłam do domu. Kiedy weszłam do środka, przywitał mnie Darren który siedział w drzwiach na balkon, między doniczkami z kolorowymi kwiatami. Kiedy usłyszał otwierające się drzwi wskoczył na równe nogi i krzywo podbiegł do mnie, złapał za ręce i pocałował namiętnie jednakże chłodnie.
-Skarbie muszę ci coś powiedzieć.
-Ja tobie też.-wzruszyłam ramionami.
-Moja mama dzwoniła wiesz! Za niedługo będzie w Londynie! Obiecała mi, że spotkam się z Chanelle jeśli nie będę pod wpływem narkotyków. Tak dawno jej nie widziałem.-Zaczął miotać się wokół mnie, przerażony ale zarówno podekscytowany. Chanelle to jego młodsza, 6letnia siostra która była jego oczkiem w głowie, ale nie pozwalano mu się z nią spotkać pod pretekstem że Darren mógłby ją skrzywdzić, cokolwiek miało to znaczyć.
-Rany, Darren! To wspaniale!
-A ty? Co ty chciałaś mi powiedzieć?
-Ja? No bo jak mam ci to powiedzieć...
-Mów śmiało!-zachęcił mnie.
-Znasz Williama, właściciela restauracji w której śpiewam?
-No mów już! Chcę wiedzieć!
-Mam śpiewać nie tylko w piątki, ale całe weekendy.
-Co? Kpisz sobie ze mnie?-jego oczy zostały przepełnione złością i niezadowoleniem. W tej chwili bałam się co może zrobić. Był po prochach, więc był nieprzewidywalny!
-Darren nie bądź zły! Wiesz, że mam prawo robić to co kocham. Absolutnie nie mam zamiaru z tego zrezygnować.
-Ale nie będziemy mieli jak się widywać! Dobrze wiesz że w weekendy są najlepsze zabawy i to wieczorami! A Ty właśnie wtedy będziesz sobie śpiewała do kotleta? Kurwa!
-Nie mów tak rozumiesz? To jest moja decyzja! Zresztą widujemy się w dni robocze, możesz u mnie spać kiedy chcesz.
-Ciesze sie że spełniasz swoje marzenia, ale nie chcę cię stracić.
-Darren to tylko piątki i weekendy! W dodatku wieczory. Wcale mnie nie stracisz.
-No dobrze. Niech Ci będzie, czemu ja ci zawsze ulegam. Dobrze wiesz, że Amar z Cerys będa z ciebie ostro drwić.
-Na ich opini nie zależy mi tak jak na twojej.
-Tylko mnie nie opuszczaj...
-Okej.-przytulił mnie, a ja tylko wywróciłam lekko oczami.
Lubiłam go nawet wydawało mi sie, że coś do niego czuję, ale to nie do końca można było nazwać miłością. Zdecydowanie nie. Sama nie wiem co to jest. On chce mieć mnie na własność i to widać. Kiedyś w końcu musi nauczyć się, że nie zawsze można mieć to czego tak bardzo się chce, powienien to wiedzieć skoro ma tak marne życie. Czasem, duszę się przy nim i uciekam, ale zawsze mnie znajduje i zagradza wyjście. Ciężko w to uwierzyć, ale z jednej strony chcę go i mam go dość. Co do Zayna którego spotkałam tego dnia, z biegiem czasu myśli o nim zaczęły wypełniać całą moją głowę.
Rose nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że to jedno niemiłe spotkanie z członkiem słynnego zespołu może prowadzić do dużej komplikacji i zmiany w jej życiu. Czy dziewczyna jest wystarczająco silna by poradzić sobie z problemami w jej życiu? Czytajcie by dowiedzieć się co dalej.
~Witko.
No i jest pierwszy rozdział. Pod tym postem możecie zadawać pytania do autorki jak i bohaterów tego opowiadania. Umawiamy się że kto przeczytał ten rozdział skomentuje go. To na prawde wiele znaczy! Chce znać waszą opinie i dowiedzieć się czy powinnam dalej prowadzić tego bloga. Wiem że to co pisze nie jest czymś wyjątkowym, mimo to mam nadzieje że chociaż kilku z was to wciągnęło. xx
Ola mówiłam ci już że jesteś wspaniała?
9 komentarzy do 2 rozdziału
-Rany, Darren! To wspaniale!
-A ty? Co ty chciałaś mi powiedzieć?
-Ja? No bo jak mam ci to powiedzieć...
-Mów śmiało!-zachęcił mnie.
-Znasz Williama, właściciela restauracji w której śpiewam?
-No mów już! Chcę wiedzieć!
-Mam śpiewać nie tylko w piątki, ale całe weekendy.
-Co? Kpisz sobie ze mnie?-jego oczy zostały przepełnione złością i niezadowoleniem. W tej chwili bałam się co może zrobić. Był po prochach, więc był nieprzewidywalny!
-Darren nie bądź zły! Wiesz, że mam prawo robić to co kocham. Absolutnie nie mam zamiaru z tego zrezygnować.
-Ale nie będziemy mieli jak się widywać! Dobrze wiesz że w weekendy są najlepsze zabawy i to wieczorami! A Ty właśnie wtedy będziesz sobie śpiewała do kotleta? Kurwa!
-Nie mów tak rozumiesz? To jest moja decyzja! Zresztą widujemy się w dni robocze, możesz u mnie spać kiedy chcesz.
-Ciesze sie że spełniasz swoje marzenia, ale nie chcę cię stracić.
-Darren to tylko piątki i weekendy! W dodatku wieczory. Wcale mnie nie stracisz.
-No dobrze. Niech Ci będzie, czemu ja ci zawsze ulegam. Dobrze wiesz, że Amar z Cerys będa z ciebie ostro drwić.
-Na ich opini nie zależy mi tak jak na twojej.
-Tylko mnie nie opuszczaj...
-Okej.-przytulił mnie, a ja tylko wywróciłam lekko oczami.
Lubiłam go nawet wydawało mi sie, że coś do niego czuję, ale to nie do końca można było nazwać miłością. Zdecydowanie nie. Sama nie wiem co to jest. On chce mieć mnie na własność i to widać. Kiedyś w końcu musi nauczyć się, że nie zawsze można mieć to czego tak bardzo się chce, powienien to wiedzieć skoro ma tak marne życie. Czasem, duszę się przy nim i uciekam, ale zawsze mnie znajduje i zagradza wyjście. Ciężko w to uwierzyć, ale z jednej strony chcę go i mam go dość. Co do Zayna którego spotkałam tego dnia, z biegiem czasu myśli o nim zaczęły wypełniać całą moją głowę.
Rose nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że to jedno niemiłe spotkanie z członkiem słynnego zespołu może prowadzić do dużej komplikacji i zmiany w jej życiu. Czy dziewczyna jest wystarczająco silna by poradzić sobie z problemami w jej życiu? Czytajcie by dowiedzieć się co dalej.
~Witko.
No i jest pierwszy rozdział. Pod tym postem możecie zadawać pytania do autorki jak i bohaterów tego opowiadania. Umawiamy się że kto przeczytał ten rozdział skomentuje go. To na prawde wiele znaczy! Chce znać waszą opinie i dowiedzieć się czy powinnam dalej prowadzić tego bloga. Wiem że to co pisze nie jest czymś wyjątkowym, mimo to mam nadzieje że chociaż kilku z was to wciągnęło. xx
Ola mówiłam ci już że jesteś wspaniała?
9 komentarzy do 2 rozdziału
ale świetny siufhuafha *.*
OdpowiedzUsuńkocham too, wiesz? <3
OdpowiedzUsuńświetne i mam nadzieję że będziesz prowadzić tego bloga do końca a nie cały czas zmieniasz :)
OdpowiedzUsuńHahha tak mówiłaś mi to wiele razy i dziękuję ♥
OdpowiedzUsuńRozdział jest super i jaranm się, że go dodaąłś. Teraz czekam na 2 ; D
~~ Aleksaaa
haha.! Dziewczyno, rozdział jest świetny.! Jestem ciekawa, co dalej z naszą "Śnieżką" ;D
OdpowiedzUsuńI zapraszam do mnie .xx
UsuńŚwietne, dalej :)
OdpowiedzUsuńNapisz dalszą część ! Cudowne to jest :P
OdpowiedzUsuńZakochalam się *.^ / daleeeeeej <3
OdpowiedzUsuńwow . noo zajebisty . czekam na następny .;)) ♥
OdpowiedzUsuńojj napewno będę czytać xx podoba mi sie.
OdpowiedzUsuńKlaudia CityLondon (Klaudia Szypulska ;])
Wspaniały, a teraz z niecierpliwością czekam na 2 ;))
OdpowiedzUsuńjprdl zarąbiste :**
OdpowiedzUsuńczekam na 2
ach brak słów cudo <333
Cudowny *.* Czekam na 2, dodawaj szybkoo!. ;)
OdpowiedzUsuń